Pages

szacunkiem, np. lew, matka hoża, cedr, ale potępiające "łby .

- Mówił mu pan, że przyjeżdżam?. . Gdzie tam! Wolno mu tylko było słuchać, toteż i słuchał zwykle. - Ale może jest jeszcze szansa, żeby ich odnaleźć - odezwała się Genevieve. - Craiga i innych. - Teraz już za późno - odrzekł Munro. - Musimy lecieć.. Na ambasadora RP przy Wspólnocie znanego dobrze. - Nie chce go tam... Ten pokój jest mi potrzebny... Wywal go stamtąd... Harry westchnął i wyciągnął się na łóżku. Jeszcze wczoraj oddałby wszystko, żeby tu zamieszkać. Dzisiaj wolałby siedzieć w swojej komórce z tym listem, niż tutaj bez niego. Następnego dnia przy śniadaniu było dość spokojnie. Dudley pogrążony był w głębokim szoku. Nie pomogło wycie, grzmocenie ojca smeltingiem, symulowanie wymiotów, kopanie matki, rzucenie żółwiem w ściankę terrarium, tak że wpadł przez zbitą szybę do środka. Drugiej sypialni nie odzyskał. Harry wspominał wczorajszy poranek i przeklinał sam siebie, że nie otworzył listu w przedpokoju. Wuj Vernon i ciotka Petunia spoglądali na siebie ponurym wzrokiem. Kiedy przyszła poczta, wuj Vernon, który sprawiał wrażenie, jakby chciał być miły dla Harry'ego, kazał Dudleyowi ją przynieść. Najpierw usłyszeli łomot, kiedy walił smeltingiem we wszystko, co było w przedpokoju, a potem jego okrzyk:.

  • Losowane

  • najlepsze